KOMENTARZE DO LITURGIIDzień z Wiara.plJak reaguję, gdy ktoś zwraca mi uwagę na niewłaściwe postępowanie? Nie da się połączyć życia według Dekalogu z dążeniem do ziemskiego szczęścia za wszelką cenę. Każde przebaczenie to zaciągniecie kolejnego długu u Niego. Długu, którego nie muszę już spłacać. Bóg do mnie mówi w każdym wydarzeniu: w spełnieniu i w niespełnieniu pragnień. Zmagam się z modlitwą każdego dnia, czasem klękam z niechęcią i z poczuciem przymusu. Czy są wobec nas prawdą słowa: „Ulituje się znowu nad nami, zetrze nasze nieprawości i wrzuci w głębokości morskie wszystkie nasze grzechy”? Nie chodzi też o to, by odrzucać nasze próby polepszenia własnego losu. Ale o to, że Bóg nie zniknął, chociaż nam się źle powodzi. Paradoksalnie czasem ze stosunkowo małą winą mamy więcej problemów – jątrzy się ona w nas miesiącami, czujemy się poniżeni na samo wspomnienie. Czasem Boże słowo jest dla nas nie po drodze, jakby nie na temat – co innego nas aktualnie interesuje, co innego w danej chwili zaprząta naszą uwagę. Nasze nałogi krzywdzą nasze dzieci, nasze kłamstwa niszczą relacje, nasze lenistwo i chęć zysku roztrwaniają dobra przyszłych pokoleń. Boże miłosierdzie może być dla nas abstrakcją. Nawet łaska sakramentu – przejściowym zadowoleniem, uczuciem pokrzepienia, które mija przy pierwszych trudnościach. Jaką mam pewność? Jaką mam pewność, że spełnią się dla mnie Boże obietnice – radości, pokoju, wiecznego szczęścia w końcu? Trudne jest to wyzwanie. Być dobrym dla tych, którzy dla mnie dobrzy nie są. Być uprzejmym dla tych, którzy patrzą na mnie wilkiem. Ileż to razy tłumaczyłem sobie, że inni są łajdakami, a ja tylko wyjątkowo odpłacam pięknym za nadobne. I to wcale nie tak strasznie... Jaki sens ma proszenie Boga, skoro On i tak wie, czego potrzebuję? Przecież nawet bez tego zamiast chleba nie da mi kamienia, a zamiast ryby węża. Myślę, że jest różnica między żądaniem znaku, a proszeniem o znak. Pierwsze wynika z pychy. Jakby człowiek miał prawo wydawać wyroki na Boga. Drugiej to raczej wynik zagubienia. Szukałem argumentów, szukałem pięknych słów, czasem nawet próbowałem z Bogiem pohandlować. Dziś czytam: wielość słów niewiele znaczy. Co zwiążesz będzie związane, co rozwiążesz, będzie rozwiązane. Twoje decyzje będą obowiązywały także w niebie. Tak mówi Jezus do Piotra. Czy tej władzy nie jest za dużo? Pustynia. Samotność. Pragnienie i głód. I myśli, z którymi trudno sobie poradzić. „Powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem”. „Oddaj mi pokłon”. „Będą cię nosić na rękach”. Nasze nieszczęście polega na tym, że nie potrafimy na słowo Jezusa zostawić wszystkiego, wstać i pójść za Nim, czyli być ludźmi głębokiego posłuszeństwa. My wolimy decydować i rządzić, i przewodzić. To dużo cięższy post: znalezienie czasu na dłuższą modlitwę, może codzienną Eucharystię, pogodzenie się z największym wrogiem, a przynajmniej wyciągnięcie pierwszemu ręki Zarówno Mojżesz, jak i Jezus nie straszą, nie grożą tym, którzy chcą żyć po swojemu, często na przekór Bożym przykazaniom. Obaj wskazują dzisiaj na konsekwencje, jakie człowiek ponosi, podejmując rozmaite decyzje. Muszę się sam ze swoim złem skonfrontować w rachunku sumienia. Muszę rozedrzeć swoje serce, by to całe zło z niego wyrzucić. Jeśli nie rozedrę serca, zło w nim pozostanie. To dlatego człowiek przypisuje Bogu swoje intencje, swoje słabości. I dlatego trudno jest uważnie słuchać Bożych słów. One są tak inne od tego, co wypowiedziałby człowiek. Rozkoszujemy się chwilami szczęścia i dobrobytu. Wtedy, nawet jeśli nie zapominamy o dziękowaniu Panu za to, co dostajemy, łatwo zamykamy oczy na swoje niedoskonałości. Człowiek nie może odpuścić naszych grzechów, nie może dać nadziei życia wiecznego. To może dać tylko Bóg. Panie Boże, domagasz się rzeczy niemożliwych! Wiem, że to nie jest działanie, które by się Tobie podobało, ale nie mogę postąpić inaczej! To byłoby nieroztropne, mogłoby mi zaszkodzić! „Jam jest Pan, Bóg twój. Słuchaj mnie, a będziesz żył.” To słowa odrzucane od samego początku. Dlaczego miałbym słuchać? – pytają ludzie od wieków. - Co mi zrobisz, jeśli Cię nie posłucham? Ten dialog stwarza problemy. „Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest wziąć chleb dzieciom i rzucić psom” – mówi Jezus do kobiety proszącej o uzdrowienie córki. Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Niezwykle łatwo zapomnieć o dalszej konsekwencji tych słów. Faryzeuszom wydawało się może, że przez lata, dzięki wiedzy pokoleń i tradycji pojęli Boga. Niezwykle trudno w tym momencie uwierzyć, że Bóg jest inny. I tak łatwo Go przegapić… "Słuchajcie, przyjechał znany uzdrowiciel! Msza św. czy nabożeństwo odbędzie się..." Dziś też na takie spotkania jadą tłumy. Czasem z odległych rejonów kraju. Szukają nadziei. Szukają zdrowia. Szukają cudu. Bóg, który wchodzi do łodzi naszego życia. Ot tak, po prostu. Pojawia się, a przerażonym swoją grzesznością ludziom mówi: Nie bój się. Twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech. Więcej o liturgii na: www.liturgia.wiara.pl www.milosierdzieboze.pl |