KOMENTARZE DO LITURGIIDzień z Wiara.plCo za bezsensowne okrucieństwo – powiedzą niektórzy... Co za bezsensowne marnotrawstwo – powiedzą inni... Być może i w naszym życiu wiele spraw potoczyłoby się inaczej, gdybyśmy je wcześniej "omodlili"... Po wielu wiekach zobaczyli to na własne oczy. Przyszedł. Wołał. Szukał. Wskazywał drogę. Swój głos zwielokrotnił, wysyłając apostołów. By każdą zagubioną odszukać... Wybrał własne bezpieczeństwo, własną korzyść. Nie może się tłumaczyć: gdybym mógł, ale w tej sytuacji nie było jak. Owszem, było jak. Tylko taki wybór stanowił ryzyko. A przynajmniej mógł je stanowić. Miał przyjść nagle, niespodziewanie zjawić się w Świątyni. Król Chwały. Kto przetrwa dzień Jego nadejścia? - pytał prorok, mówiąc o ogniu i ługu trawiącym… Wczoraj ojciec gotów wybaczyć i umrzeć zamiast syna. Dziś władca pewny własnej siły. Za chwilę skruszony grzesznik błagający miłosierdzia. Wielkość i małość, miłość i grzech i skrucha zmieszane w człowieku. Nie bój się. Nie słuchaj ich zarzutów, nie cofaj się, nie trać wiary. Dobrze zrobiłeś, prosząc mnie o pomoc. Chodź. Jeśli ktoś, kto mnie kocha ponad własne życie, jest wszechmogący, nie mam powodu się lękać. Ale wszechmoc kogoś, komu nie ufam do końca, budzi popłoch. Przyniósł im dar największy: Słowo Boga. Mówił im to, z czym posłał Go Ojciec. Ale ze Słowem wygrały realia. Jezus śpi. A ja w samym środku strachów i lęków o pracę, o zdrowie dziecka i męża. Wielkie dobro zawsze zaczyna się od czegoś małego, niepozornego (...) Ale tak samo dzieje się ze złem... Dobrze jest mieć w swoim duchowym życiu kogoś, kto poprzedza nadejście Jezusa. Często są to rodzice, czasem kapłan lub katecheta. Zdarza się, że takim „poprzednikiem” będzie słowo pisane... Sama gorliwość i chęć poznania Boga to za mało, by iść dobrą, właściwą drogą. Miłość to decyzja mojej woli, by zawsze mieć na względzie dobro drugiego człowieka. Ja mogę nie kochać Boga, mogę odwrócić się od Niego, ale nawet to nie zniszczy Jego miłości do mnie. Spojrzenie Boga przenika do głębi mego jestestwa. Ojciec widzi, kim naprawdę jest Jego dziecko A może bali się tego żywego znaku, wzywającego do miłości szalonej, nie znającej żadnych ograniczeń... Trudne zadania, czasochłonne i stresujące zajęcia, życie w nieustannym napięciu, od czasu do czasu nagrodzone dumnie brzmiącym słowem elita. Łatwo jest mówić Bóg mnie ocalił. Postawił na nogi. Podniósł z błota. Mówi do mnie życzliwie. Ale trudniej ocalić Boga. Gdy widzę, jak jest poniewierany, wyśmiewany, lekceważony, spychany na margines, wdeptywany w błoto. Gdzie na pobojowisku jest źródło światła? W pasterskiej torbie Dawida czy toczącej się po polu walki głowie Filistyna? Co Panu Bogu po najmniejszym? W dodatku rudym? Pasł owce, bo pewnie do niczego się nie nadawał. Lubimy ramy, granice, przejrzyste zasady. Dają nam poczucie bezpieczeństwa. Ułatwiają podejmowanie decyzji. Przecież już wszystko widziałem, wszystko słyszałem, wszystko wiem. Tam nie ma nic nowego… On codziennie powtarza swoje „pójdź za Mną”, bo chce byśmy kroczyli Jego drogą. Czy nie jest tak, że patrząc w przeciwną stronę nie słyszymy lub nawet nie chcemy słyszeć Jego słów? Po której stronie jestem? Czy tych, którzy ufnie stają przed Bogiem i proszą Go o łaskę, czy też tych, którzy pogrążeni w zakamuflowanych motywacjach, szemrzą przeciw Niemu? Jak reaguję, gdy nie otrzymuję tego, o co Boga proszę? W jaki sposób wykorzystuję Bożą odmowę? Pełne uzdrowienie człowieka to nie tylko powrót sił fizycznych, ale i duchowych. A te przejawiają się w pragnieniu służenia Jezusowi i innym ludziom Pan Bóg chce mnie oczyścić z tego, co mnie od Niego oddala. Może właśnie dlatego, bym zobaczyła i uznała, co stoi mi na przeszkodzie w tej relacji, potrzeba mi trudnych doświadczeń? Zbyt często zajęci sprawami przyziemnymi, niekoniecznie pożytecznymi, odkładamy na później, czasem na wieczne niezrealizowanie, sprawy ważne i najistotniejsze Chrzest zobowiązuje mnie do życia wedle wartości chrześcijańskich. Wszakże jako dziecko Boże powołana zostałam do życia wiecznego, a mogę je osiągnąć upodabniając się do Jezusa. Komu zawierzymy, jakiego głosu posłuchamy, za kim pójdziemy? Przybyć i oddać pokłon Bogu oznacza uznanie, że to, co mamy, nie wystarcza. Problem niekiedy nie tkwi nawet w braku czynów, a w braku prawdy. Tam, gdzie ludzie kochają, tam, gdzie postępują sprawiedliwie – jest coś bożego. Gdyby wszystkie nasze wysiłki skierować nie na walkę z sobą, a w tę właśnie stronę: żeby patrzeć na Boga i poznać Go. Szukamy jakiegoś impulsu, czegoś, co pchnie nas do przodu, rozpali, tęsknimy za nowym otwarciem... Jesteś dziedzicem, więc wzywaj, błogosław, ogłaszaj, pobiegnij, mów innym, działaj! „Dzieci, jest już ostatnia godzina, i tak, jak słyszeliście, Antychryst nadchodzi, bo oto teraz właśnie pojawiło się wielu antychrystów” – pisze święty Jan. Kim są? "Obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem" Przeżyte parę dni temu zaskoczenie przypomina mi się, gdy czytam dzisiejsze czytania. Taki z nich bije pokój. Pokój, który jakby pozwalał wiedzieć więcej i szerzej. „Kto miłuje swego brata, ten trwa w światłości i nie może się potknąć” – głosi z mocą pokoju w sercu Apostoł Jan. Za oknem ołowiane niebo, z którego sączą się drobne krople wody. Wszystko szare i ponure. Jakże wymownie brzmią dziś słowa świętego Jana: „Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności”. Wierzę, ale… Nie, nie kwestionuję ani nauczania Jezusa ani Kościoła. Tylko czasem zastanawiam się, jakie są podstawy mojej nadziei. Czy Jezus był tym, za kogo się podawał? Otwarłeś wczoraj maleńkiemu Jezusowi drzwi swojego serca? Jeśli konsekwentnie będziesz trwał w swoim wyborze nie dziw się, że od czasu do czasu będziesz napotykał zaskakujące przeciwności. Bogu nie wystarczyło zatroszczenie się o nas z nieba i pouczenie nas przez proroków. Bóg chciał się z nami spotkać. Nie na audiencji, podczas której łaskawie dopuściłby nas przed swoje oblicze. Wolał stać się jednym z nas; wolał dzielić z nami naszą codzienność. Niekiedy i nasze plany, zamiary uczynienia jakiegoś dobra, zostają przekreślone, a realizuje je zamiast nas ktoś inny. Nadejdzie więc dzień, który ludzie żyjący w średniowieczu nazywali "dies irae" - dzień sądu, pomsty i kary z grzechy. "Pokora i miłość są cnotami macierzystymi. Inne cnoty idą za nimi, jak pisklęta za kwoką" Po ludzku rzecz biorąc to Jej powinno się służyć, to Elżbieta powinna przyjść do Nazaretu ofiarowując swoją pomoc. ... „nie bój się”, kiedy jest się aniołem zakorzenionym w wieczności, żyjącym przed obliczem Boga. Mimo pozornego podobieństwa, pomiędzy postawami Zachariasza i Maryi istnieje diametralna różnica. Więcej o liturgii na: www.liturgia.wiara.pl www.milosierdzieboze.pl |